wtorek, 8 sierpnia 2017

Biało - zielony balkon
























Dzień dobry:) Lato powróciło do nas na dobre, przynajmniej na najbliższy czas, dlatego po ostatnim poście działkowym, czas na post balkonowy:)

Przed urlopem wywiozłam do pracy kwiaty balkonowe pod opiekę koleżanek i jeszcze ich nie przywiozłam z powrotem.
Balkon świecił pustką, ale w sumie taki nieprzepełniony też mi się podobał.
Brakowało mi jednak trochę zieleni, wystawiłam więc na balkon nasze domowe kwiecia, którym jest tam chyba dobrze.

Jest może trochę mniej sielankowo i romantycznie, ale taka baza po prostu w bieli i zieleni roślin też ma swój urok.



Dodałam jedynie szczyptę granatu i niebieskiego w postaci dodatków - kubka, dzbanka, poduszki...
Granatowe naczynia, to altomowa seria happy/marine, której elementy pokazywałam we wcześniejszych postach.




Emaliowany kubek skradł moje serce:) Lubię go używać do różnych celów:)
Chyba skuszę się na jeszcze jakiś rondelek z tej serii:)



Emaliowane naczynia mają swój urok, na stronie Silesia Rybnik można znaleźć też emaliowane miski w różnych rozmiarach. W takiej misce można np. .... posadzić kwiaty :)











Seria marine, to również drewniane skrzynki. Moja wędruje z balkonu do domu i na odwrót. Czasami trzymam w niej gazety, a czasami służy jako osłonka na doniczkę.









***
A już w piątek wybywam nad morze, ach..., do mojego ukochanego Kołobrzegu:)
Od powrotu z Chorwacji rodzina niemal cały czas w rozjazdach - najpierw Paweł poleciał na ekstremalną wyprawę na ...Spitsbergen:), później Mikołaj pojechał na obóz, tydzień po nim Weronika. W międzyczasie teściowie zabrali Dominika do Ostrołęki i zawieźli go właśnie do Kołobrzegu, do mojej mamy. Był więc czas, że przez kilka dni byliśmy z Pawłem sami, bez wszystkich dzieci...:) Pierwszy raz od 13 lat:)
Więc w piątek wsiadam w pendolino i pędzę po moje najmłodsze dziecię:)

Uściski dla Was, Dziewczyny!

niedziela, 30 lipca 2017

Kawałek wsi w mieście


Witajcie Dziewczyny! Dzisiaj zarzucę Was zdjęciami z działki, na której spędzam niemal każdą wolną chwilę. W tym roku, dzięki wsparciu mojego nieocenionego teścia, ruszyliśmy z kopyta z zagospodarowaniem domku i jego otoczenia. Najpierw pojawiła się nowa podłoga na werandzie ułożona z drewnianych dech, potem zadaszenie werandy. Przemiany pokazywałam tutaj i tutaj.

Sam domek jest malutki, 3x3 m i musi pomieścić wszystkie narzędzia, taczki, węże, meble ogrodowe, itp. Na razie jest to więc graciarnia, gdzie ledwo można nogę włożyć, bo utrzymanie porządku w takim małym pomieszczeniu, przy takiej ilości przedmiotów jest bardzo trudne. 

A mi się marzy piękna ogrodowa altanka, taki zagospodarowany pokoik, gdzie można będzie odpocząć, schować się w razie potrzeby przed deszczem, urządzona białymi mebelkami, z jakimś łóżkiem, dywanikiem, regałem z naczyniami... :) Meble już mam, bo co nie mieściło się w domu, to wynosiłam do piwnicy z myślą o działce właśnie.

Ale żeby zagospodarować domek, potrzebne było osobne pomieszczenie na narzędzia. 
No i właśnie się doczekałam...:)
Kiedy my urlopowaliśmy się w Chorwacji, mój teściu ze szwagrem przyjechali i postawili nam szopkę na narzędzia... Ech, nawet nie wiecie, jak się cieszę...:))
Szopka jeszcze nie wykończona, w środku trzeba przygotować półki, jakieś haki, wstawić zamek do drzwi, ale już jest, już stoi:)) 
Wyszło całkiem spore pomieszczenie, ponad 6 m kw., jak na schowek na narzędzia, aż świat. 

Zastanawiałam się, czym obić ją z zewnątrz i po przeszukaniu różnych inspiracji, padło na siding elewacyjny, czyli takie panele z pcv. Wybór wzorów i kolorów jest ogromny, ja zdecydowałam się na szary, coś w stylu jak na poniższym zdjęciu.
Mam nadzieję, że będzie to dobrze wyglądało, a po pomalowaniu domku również na szaro, powstanie spójna całość.
No nie wiecie, jak się cieszę:)


****
A po za tym wszystko kwitnie, pięknie wyrosły mi w tym roku malwy, które posiałam we wcześniejszych latach. Wszystkie krzaki, które posadziłam wiosną, przyjęły się, szczególnie cieszą mnie róże, które kupiłam na wyprzedażach po kilka złotych i wszystkie się przyjęły i rozrastają się jak szalone.














A ta nasza działka (a właściwie są to dwie działki), to taka wieś w mieście:) 
Wystarczy wyjechać z domu i za 10 minut z blokowiska przenosimy się w inny świat. 
Nie jest to przydomowy, wypielęgnowany ogród, ale po prostu kawałek ziemi, sporo trawy do koszenia i grabienia i trochę drzew, które dają przyjemny cień.  Mamy studnię głębinową,  z której czerpiemy wodę, w przypadku większego podlewania podłączamy pompę spalinową do wody. Ale jest coś fajnego, swojskiego w pompowaniu wody z takiej abisynki:)






Pomidory, to oczko w głowie mojego męża :) Przed wyjazdem do Chorwacji skonstruował nawet specjalny system nawadniający. Ten duży pojemnik, który widać za domkiem, obudowany drewnianymi deskami, to zbiornik, na wodę, od którego odprowadzone są rurki w ziemi, prowadzące do pomidorów:) System włączas się każdego dnia i podlewa pomidory przez okeślony czas:)


 Pozdrawiam Was ciepło!

INSTAGRAM