niedziela, 24 września 2017

W zgodzie z sobą samym...:)



Dzień dobry! Tytuł dzisiejszego posta może trochę mało wnętrzarski, ale już wyjaśniam, co autor miał na myśli:)

Popatrzyłam ostatnio krytycznym okiem na nasze mieszkanie.
Bo każdego dnia oglądam na Instagramie zdjęcia pięknych wnętrz, jasnych, lekko nowoczesnych, w stylu skandynawskim, z modnymi metalowymi lampami,  palmami w plecionych koszach, czy liściami monstery w szklanych wazonach.
Na ścianach wiszą duże grafiki w czarnych ramach, a na oknach żarówkowe girlandy. Jest prosto, biało, przejrzyście, lekko i nowocześnie.
Nie powiem, taki styl jest miły dla oka i nawet mi się podoba.

Ale wiem, że to nie moja bajka...

Wiem, że gdybym urządziła pokój w takim stylu, podobałoby mi się przez chwilę, jako nowość, ale po jakimś czasie wróciłabym do swoich klimatów.

Nasze mieszkanie nie jest super modne i nigdy mi o to nie chodziło - zamiast szarości są moje ulubione pastele, rozbielony róż, błękit i turkus, zamiast czarnych dużych ram mam białe i błękitne przecierane ramki w stylu retro, zamiast metalowego kinkietu czy lamp - stylizowany biały żyrandol z kryształkami, w oknie wiszą błękitne zasłony i koronkowe firanki, a jako dodatki i dekoracje - pastelowe naczynia w kwiatki, wrzosy czy drewniane dekory. 

No nie jestem minimalistką i nigdy nie będę. Od czasu do czasu oczyszczam pomieszczenia z różnych dekoracji, raz jest ich więcej raz mniej, jak czuję, że za dużo się dzieje, odgruzowuję mieszkanie, chowam dodatki, bibeloty, żeby za jakiś czas do nich wrócić i cieszyć się nimi na nowo.


Nowoczesny design, nawet ocieplony po skandynawsku nie jest dla mnie. Miałam kilka podejść do tego stylu, w salonie wisiały np. jakiś czas metalowe lampy, ale po kilku miesiącach zamieniłam je właśnie na kuty żyrandol z kryształkami i wygibasami:)
Bo ważne jest żyć w zgodzie z samym sobą, również w wymiarze wnętrzarskim. 
Nie dla mnie ciemne czy nowoczesne wnętrza, ale rozumiem, że ktoś może dobrze się w nich czuć. 
I dobrze, że się różnimy:)

To tyle tytułem wstępu...:)

A poniżej kilka migawek z naszego jesiennego pastelowego salonu.
Pytaliście, gdzie ustawiłam jedną część szafy Pax - stoi przy oknie i może nie jest to idealne miejsce, bo lepiej wyglądałyby w całości 4 części, ale lepszej miejscówki dla niej nie znalazłam jeszcze:) W przedpokoju na styk zmieściły się jedynie 3 części Paxa o szerokości 150 cm.




Pomalowałam też na biało ikeowską komodę. To seria Leksvik, już niedostępna, a szkoda. Chyba z 8 czy 9 lat temu pomalowałam tę komodę na jaśniutki beż, zostawiając drewniany blat. Teraz, przy odświeżeniu pomalowałam całość na biało i jestem bardzo zadowolona. Mebel ma 13 lat, a wygląda jak na swoje lata bardzo ok:)













****
I w nawiązaniu do tego, jakie klimaty nam pasują, a jakie nie - kilka tygodni temu zmieniałyśmy dodatki w pokoju Weroniki na takie w stylu urban jungle.
Generalnie klimat został, są kwiaty, biel, zieleń, ale zasłony które jej kupiłam w HM Home nie przypadły nam obu do gustu na dłuższa metę i znowu zawisły zwykłe białe.
No nie nasza bajka...
Zasłony są nowe, kupione pod koniec lipca w HM Home, kosztowały 129,99 zł.
Jeśli ktoś chętny, oddam je za 80 zł plus koszty wysyłki, możliwy oczywiście również odbiór osobisty w Warszawie.
Rozmiar zasłon to 120x250 cm.
Jeśli ktoś z Was będzie zainteresowany, proszę o maila.

Ps. Zasłony już znalazły nowego właściciela ;)

Pozdrawiam Was ciepło i życzę spokojnej, wypoczynkowej niedzieli :)